Jak Zieliński Świadków Jehowy przyjmował

i co z tego wynikło.

[English version here]

Razu pewnego zapukał ktoś do mnie. Było to w okolicach południowych gdy nowy rok był jeszcze raczej młody. Otworzyłem drzwi i oczom mym ukazały się dwie panie, które niemal prosto z mostu strzeliły: “Co Pan sądzi o nieszczęściach, cierpieniu i złu panujących teraz na świecie?”.

Gdybym, jak dawniej, był Katolikiem, moja reakcja była by prosta i w 99% przewidywalna – “Dziękuję, nie mam czasu, do widzenia”. Widząc takie zachowanie rodziców – bądź co bądź katolików, przez kilkanaście lat mojego życia nie było by dziwne, iż przyjąłbym od nich ich sposób załatwiania takich spraw.

Który to sposób jest, nota bene, iście ciekawy. Wygląda na to, że katolicy za wszelką cenę starają się unikać jakichkolwiek rozmów, które mogły by zachwiać ich bezpodstawną wiarą w ten zestaw mitów, w który akurat wierzą. Trzeba to bowiem przyznać szczerze i uczciwie – głosiciele Świadków Jehowy znają Biblie lepiej niż 99% katolików. Zresztą – nie tylko głosiciele. Szarzy, szeregowi Świadkowi zapewne też.

Uzbrojeni w taką wiedzę oraz w techniki pozwalające metodą ‘stopy w drzwiach’ (metoda szeroko stosowana przez wszystkie religie świata, i nie tylko) zasiać ziarnko zwątpienia na nieurodzajnym intelektualnie religijnym gruncie umysłu katolika. Nie powinien więc dziwić fakt, że większość katolików reaguje alergicznie na wizytę świadków – może ze względu na nieprzyjemne widmo dysonansu poznawczego krążące w takiej sytuacji nad głową zainteresowanego? Ciężko stwierdzić autorytatywnie, jest jednak wiele powodów by sądzić, iż nie jest to zbyt dalekie od prawdy.

Jednakże ja osobiście już katolikiem nie jestem. W dodatku nie wierzę w dusze, duchy, zjawy, anioły, wróżki zębuszki, świętego mikołaja, Jezusa, zająca wielkanocnego, wampiry, zombie (się powtarzam się) i inne tego rodzaju stwory. Już samo to zmniejsza ofensywną siłę Świadka o połowę. No ale po kolei.

Dyskusja przy drzwiach była miła, uprzejma i ciekawa. Zeszło jakimś sposobem na Biblię i różne jej tłumaczenia. Świadkowie powołali się na to, że przez długi czas korzystali z Biblii katolickiej (przekład Nowego Świata jest relatywnie nowy), na co ja odparłem, że to bez znaczenia, bo nawet tych jest kilka różnych wersji, nie wspominając o wersjach angielskich takich jak NIV czy Króla Jerzego. Skoro więc święte słowo stworzyciela jest tak niejasne, skąd mam wiedzieć, że to akurat ich interpretacja jest w porządku, a nie czyjaś inna? Rzuciłem też przykładem kontrowersyjnego wersu (bądźmy szczerzy – nie miałem żadnego problemu ze znalezieniem takowego w Biblii), po czym umówiliśmy się, że Panie przyjdą za tydzień.

Tydzień minął, pukanie do drzwi. Nie mogłem się wprost doczekać. Zaprosiłem Panie do domu, posadziłem przy kuchennym stole i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmowa toczyła się gładko – bardzo uprzejmie, miło i kulturalnie. Zaczęliśmy od owej kontrowersji, którą opisałem tydzień wcześniej. Panie ładnie ją wytłumaczyły, co tylko potwierdziło moje słowa – w kilku różnych wersjach tłumaczono te same słowa na diametralnie inne sposoby. Do tego stopnia, że dotarcie do ich oryginalnego znaczenia (zgodnego z pierwszą kopią manuskryptu {oryginał zaginął był w prehistorii}) stanowiło nie lada wyzwanie dla kogoś nieobeznanego z biblijną hermeneutyką.

Niemal trzy godziny minęły jak z bicza strzelił. Tematy krążyły od interpretacji Biblii do spełnionych i niespełnionych proroctw, od moralności do historyczności Jezusa, od okrucieństwa Boga do 144 000 miejsc w Królestwie Niebieskim. I nie tylko. Nie sposób przytoczyć tu wszystkich tematów, które poruszyliśmy – częściowo bo to i pamięć już nie ta, częściowo, że tak wiele ich było.

Koniec końców Panie zbierały się do wyjścia dobre 20 minuty gdyż zatrzymywałem ich coraz to nowymi tematami i wtrąceniami. Po ich wyjściu wydało mi się to iście zabawne, że Świadek Jehowy chce desperacko wyjść z domu kogoś, do kogo przyszedł Głosić, gdyż ów ktoś nie chce przerwać rozmowy z nimi.

Minął jakiś czas i zgodnie z umową Świadkowie przyszli ponownie. Tu muszę sprecyzować pewną sprawę. Otóż za pierwszym razem przyszła pani wraz z towarzyszką, która to chyba towarzyszka szkoliła się by być Głosicielem – nie mówiła zbyt wiele a to co wtrącała nie stanowiło jakiegoś większego wyzwania – jak szczerze to szczerze.

Za drugim razem ta sama pani, ale już nie z towarzyszką – a towarzyszem. Z późniejszej analizy wyszło mi, że musiał to być jakowyś wizard o wyższym levelu, gdyż tym razem to on dużo mówił a pani raczej sporadycznie coś wtrącała.

Zaprosiłem ich więc do kuchni, usiedliśmy przy stole i rozpoczęliśmy rozmowę. Tym razem, mimo, że poprzednie tematy również zostały poruszone, bardziej skupiliśmy się na samych Świadkach Jehowy – zwłaszcza na temacie wychowania dzieci, krwi i shunningu. Shunning to zjawisko odseparowywania od rodziny przez ‘starszyznę’ zboru wszystkich tych, którzy popełniają wykroczenia przeciwko ichniejszym zasadom, a zwłaszcza tych, którzy przestali być Świadkami. Dość sporo czasu zajęło mi tłumaczenie, że takie praktyki nie są usprawiedliwione, że dorośli ludzie nie powinni karać bliskich za ich przekonania i podałem przykład, że gdybym był Świadkiem Jehowy mój obecny związek byłby niemożliwy (ja jestem ateistą, ona jest katoliczką).

Wizard usiłował wynajdywać przeróżne analogie, często gęsto ‘dziecięce’ – ale wszystko padało przed argumentem, że to są dorośli ludzie, którzy są świadomi swoich przekonań i często gęsto nie mają na nie wpływu bo nie kontrolujemy tego, o czym myślimy. A odsuwanie bliskich i rodziny (pan usiłował jeszcze przekonywać, że to marginalne zjawisko i niemal nie istnieje) od osób, które nie podzielają ich religijnych przekonań jest moralnie złe i naganne.

Poruszyliśmy jeszcze temat krwi – Świadkowie oczywiście cytowali Biblię. Ja (po raz kolejny) stwierdziłem, że cytowanie Biblii na nic się nie zda bo jak chcemy sobie fragmenty cytować to znajdziemy usprawiedliwienie wszystkiego, z Holokaustem na czele, oraz stwierdziłem, że cała sytuacja jest dość kuriozalna. Zakładając bowiem, że moralność nasza pochodzi od Boga (świadkowie nie “wierzą” w ewolucję IIRC, przynajmniej ci ‘moi’ nie “wierzyli” {w cudzysłowie gdyż ewolucja to nie jest coś, w co można wierzyć bądź nie), dlaczego zatem gdy oddaję krew czuję taką satysfakcję z pomagania innym ludziom? Dlaczego szczerze i z głębi ‘serca’ jestem przekonany, że to dobry uczynek, za który Bóg, gdyby istniał, z pewnością by pochwalił? Czyż grzech nie powinien ciążyć na sumieniu? Pomijając drastyczne przypadki psychopatów i innych tego rodzaju odszczepieńców – normalni ludzie popełniając coś, co jest grzechem, powinni się czuć z tym źle, nieprawdaż? Dlaczegóż więc nie jest tak ze mną? I dlaczego pomoc innym ludziom miała by być czymś złym?

Odpowiedzi na te pytania niestety się nie doczekałem, gdyż wizard stwierdził nagle, że jest już TAK późno i że jeszcze coś musi załatwić. Pożegnaliśmy się więc przyjaźnie i umówiliśmy na następna wizytę.

Muszę tu jednak nadmienić, iż czułem się momentami raczej niekomfortowo. Dlaczego? Otóż większość czasu mówił wizard. Gdy głos starała się zabrać pani – wizard uciszał ją – co prawda dość delikatnie, ale jednak stanowczo i widać było przepaść między ich ‘statutami’. Niezbyt mi to się podobało – ale też miałem związane ręce. No bo jak? Miałem pouczać ową panią, jak powinni inni się do niej zwracać i jak powinna się bronić? Kiedy ona sama z własnej woli przyjmowała taki podział ról za ‘boski’ i akceptowała go z pełnym oddaniem? Ech..

I to by było na tyle. Minął już dość spory kawałek czasu a Świadków ani widu ani słychu. Skądinąd wiem, że już nie przyjdą, przynajmniej nie ci sami. Chociaż z tego co się orientuję to prawdopodobnie mój obecny adres jest już zupełnie “spalony” i póki się nie przeprowadzę nie będę miał pewnie możliwości podyskutować u siebie z “Jehowymi”.

A szkoda. Bo rozmowy te były naprawdę miłe i kulturalne. Nie było podejścia ‘wygraj’/’przegraj’. Była za to całkowita ‘transparentność’ – ja od samego początku stwierdziłem, iż rozumiem, że przyszły mnie nawracać, ale chciałbym by były świadome tego, że moim celem jest pokazanie im, że religia nie jest prawdziwa i ‘uratowanie’ ich przed nią. Być może był to mój błąd? Nie wiem.

Tak więc ubolewam nad zaistniałą sytuacją – dałem znać Świadkom, że zawsze są u mnie mile widziani i że uważam, że nasze rozmowy mimo wszystko wiele dają. Na pewno mi – a podejrzewam, że również i im. Być może jednak ów strach katolików przed dysonansem poznawczym powodowanym pytaniami Świadków udzielił się też samym Świadkom jako powodowany przez pytania ateistów? Czyż mógłby być lepszy przykład zobrazowania starego porzekadła “kto mieczem wojuje od miecza ginie”? Myślę i myślę, ale jakoś nic do głowy lepszego mi nie przychodzi.

Advertisements

Nocturnal primate - dumb as I am now it used to be worse.

Tagged with: , , , , ,
Posted in activism, atheism, education, ignorance, life, religion
3 comments on “Jak Zieliński Świadków Jehowy przyjmował
  1. ss says:

    Kto powiedział że katolicy mają problemy w rozmowach z ŚJ? Chyba tylko ateista tak twierdzi. Ja jestem katolikiem, rozmawiam z ŚJ i twierdzę że biblię znam nie gorzej niż oni, baaa lepiej bo nie sprowadzam niektórych nauk do absurdu. Katolicy poprostu powinni szanować swój czas i nie wdawać się w takie rozmowy, bo one prowadzą i tak do nikąd.

    • Skoro już komentujesz to miałbyś dość cywilnej odwagi się podpisać…

      >Kto powiedział że katolicy mają problemy w rozmowach z ŚJ?

      Ja.

      >Chyba tylko ateista tak twierdzi.

      Nie tylko. Pierwszy z brzegu link: http://natemat.pl/26477,dlaczego-nie-lubimy-swiadkow-jehowy-lek-przed-kims-kto-chce-cos-sprzedac

      Czy przypadkiem lenistwo nie było jakimśtam katolickim grzechem?

      >rozmawiam z ŚJ i twierdzę że biblię znam nie gorzej niż oni,

      Wierzę na słowo. I co? Twój anegdotyczny przykład kontra mój: z całego 10 klatkowego bloku pełnego katolików (statystycznie rzecz ujmując) odpowiedziało 2. I otwarte deklaracje znajomych katolików jakoby nie tolerowali Jehowych.

      Ale to anegdota, wiec nic nie warta. A statystycznie rzecz ujmując katolicy mają problemy w tych rozmowach, jak to ujmujesz.

      >baaa lepiej bo nie sprowadzam niektórych nauk do absurdu.

      Oni twierdzą na odwrót, że to Wy to robicie. A jak ja jako osoba bezstronna mam to osądzić? Masz jakiś dobry sposób?

      >Katolicy poprostu powinni szanować swój czas i nie wdawać się w takie rozmowy, bo one prowadzą i tak do nikąd.

      Skoro sam stwierdzasz, że te rozmowy “prowadzą do nikąd”, Twoje twierdzenie, jakobyś nie miał problemów – jest fałszywe. Twoim problemem w rozmowach z Jehowymi jest to, że według Ciebie prowadzą donikąd, więc nie warto z nimi rozmawiać.

      Trzeba katolika, żeby w jednym komentarzu a) zaprzeczył sam sobie b) pogrążył się bardziej niż ja bym mógł to kiedykolwiek uczynić sam.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: