Katolicki Fanatyzm

[English version]
Według Winstona Churchilla “Fanatyk to ktoś, kto nie może zmienić tematu i nie może zmienić zdania”. Oznacza to, że zamknięty umysł, to znaczy brak woli rozważenia idei innych niż te, w które aktualnie sami wierzymy, jest znakiem firmowym fanatyka. Oczywiście by być fanatykiem trzeba jeszcze czegoś dodatkowo, ale o tym później.

Podczas naszej niedługiej rozmowy C powiedział(a) mi:
– Nie będę z Tobą rozmawiać bo nie zmienisz zdania.
By doprecyzować – nie zmienię zdania o istnieniu chrześcijańskiego Boga.

closed mind

Ci z Was, którzy są ateistami, prawdopodobnie już wiedzą, co odpowiedziałem:
– To nieprawda. Nie twierdzę na 100%, że Bóg nie istnieje. Nie widzę tylko żadnych dowodów by usprawiedliwić i uzasadnić wiarę w tego Boga. Pokaż mi dowód, daj jakieś porządne przesłanki na istnienie tego Boga a zmienię swoje zdanie. Niekoniecznie będę go wielbił, ale UWIERZĘ w niego.

Oskarżanie ateistów o to, że mają zamknięte umysły lub nie wykazują gotowości by zmienić swoje zdanie są stare jak świat. A czasem nawet prawdziwe jeśli ma się do czynienia z gównianymi gimboateistami, którzy w necie szczekają głośno, lecz gdy tylko wejdą w off-line biegusiem truchtają z babciami do kościoła, przyjmują do ust ciało człowieka (niekoniecznie Jezusa jeśli jest to kościół katolicki…) i tak dalej. Generalnie rzecz biorąc jednak te oskarżenia są o kant tyłka roztrzaść. Lecz jest to dobry punkt, z którego można wyprowadzić kontr-atak/nokautujący cios.

– Co mogło by sprawić byś zmienił(a) swoje zdanie na temat Boga? Co by się musiało stać byś przestał(a) w niego wierzyć?

W 99,9% przypadków odpowiedź, którą usłyszycie, będzie podobna do
– Nic.
lub
– Nie zmienię swoich przekonań.
lub
– Nie istnieje nic co mogło by sprawić, że przestał(a)bym wierzyć w Jezusa., itp.

– Cóż więc, z nas dwojga to Ty, wedle własnych słów, nie chcesz zmienić przekonań, masz zamknięty umysł i, wybacz tę szczerość, jesteś fanatykiem. Ja podałem Ci warunki, po spełnieniu których rozważyłbym ponownie moje zdanie i moje przekonania. I szczerze – biorąc pod uwagę twierdzenia, jakie o Bogu wysuwają Chrześcijanie, naprawdę nie powinno to być AŻ TAKIE trudne by podać wystarczający dowód na istnienie Boga – dowód, który wytrzyma naukową analizę i nie będzie polegał na łatwowierności czy ignorancji publiczności. A jednak przez ostatnie 2000 lat nie byliście w stanie tego dokonać. Ale to tak na marginesie – jeśli spełnisz warunki i dostarczysz mi dowód – zmienię zdanie i zacznę wierzyć w tego Boga. Ty jednak odmawiasz nawet rozważenia idei, że Bóg nie istnieje, odmawiasz użycia własnego rozumu i nie dopuszczasz nawet takiej możliwości by cokolwiek zmieniło Twoje zdanie. Ty masz zamknięty umysł i proszę bądź tego świadom.

Oczywiście cudów to nie zdziała. Jeśli w ogóle, może wytrąci ich to trochę ze strefy mentalnego komfortu i może – jedynie może – sprawi, że przez minutę lub dwie pomyślą o swojej wierze zanim zracjonalizują sobie swoje narcystyczne a jednak sprzeczne przekonania o tym, że mają otwarty umysł i że za nic nie zmienią zdania. Tak – Katolicy i inni wierzący są w tym doskonali i można to dostrzec niemal na każdym kroku.

A mimo wszystko warto nimi troszkę wstrząsnąć. Nie wiadomo – może ten lekkie ‘popchnięcie’ to jedyne co trzeba, by mały kamyczek zmienił się w ogromną lawinę w kilka lat później? Warte ryzyka.

Problem z fanatykami jest taki sam jak problem z głupkami. Głupcy nie wiedzą, że są głupcami dokładnie dlatego, że są głupcami. To sparafrazowany efekt Dunninga–Krugera. Mądrzy ludzie wiedzą, w jakich tematach są mądrzy i są doskonale świadomi, że są głupi w zasadzie w każdym innym temacie. To właśnie ta świadomość własnych braków otwiera nasz umysł.

catholic fanatic

Jeśli nie jesteś pewnym tego, że wiesz wszystko o X, logicznym jest, że nie zamykasz się w zamku swoich przekonań i nie kryjesz się przed światem. Wiesz, że możesz się mylić, albo że najprawdopodobniej się mylisz, i w związku z tym dopuszczasz do siebie świadomość, że ktoś może wiedzieć lepiej, co sprawia, że Twój umysł jest otwarty na nowe pomysły i nowe przekonania.

Jeśli jesteś definitywnie przekonany, że masz rację, Twój umysł się zamyka. w końcu Ty wiesz, że masz rację, więc ludzie mówiący, że jest inaczej, mylą się z definicji a Ty w swoich własnych oczach nie jesteś fanatykiem a jednie bronisz prawd, o których wiesz, że są prawdziwe. Absolutna pewność na temat własnej wiedzy czy przekonań jest czymś, przed czym należy nas chronić, czymś, przed czym powinniśmy być przestrzegani już tak wcześnie jak w przedszkolu, a być może nawet wcześniej. Ponieważ jeśli nie będziemy ostrożni nasze umysły się zamkną i wysiłek potrzebny do tego, by je otworzyć, nie będzie tego wart.

Fanatyzm jest często definiowany jako ekstremalna nietolerancja innych światopoglądów i przekonań. Oznacza to, ze ludzie przekonani, że mają rację, są we własnych oczach lepsi od tych, którzy się z nimi nie zgadzają, którzy to powinni albo umrzeć, albo poddać się w taki czy inny sposób tym, na których spłynęła łaska prawdy.

Ale przemoc nie jest koniecznie niezbędna do tego, byś był fanatykiem. Uważam, że wystarczy, byś w swoim zamkniętym umyśle przechowywał szkodliwe przekonania – przekonania szkodliwe dla innych, dla społeczeństwa w ogólności a czasem nawet dla Ciebie samego. Jeśli nie tolerujesz homoseksualistów będziesz głosował na polityków, którzy myślą jak Ty, będziesz w ten sam sposób wychowywał własne dzieci, będziesz niepotrzebnie zwiększał ogólną ilość cierpienia na świecie zamiast ją zmniejszać. Jeśli sądzisz, że aborcja jest zła i jeśli jesteś katolikiem – będziesz usiłował zmusić innych by postępowali według Twoich przekonań (nawet jeśli ich nie podzielają) poprzez głosowanie czy finansowanie Kościoła, który to z kolei finansuje różne organizacje pikietujące kliniki aborcyjne czy nawet nastolatki, które po gwałcie na nich usunęły niechcianą ciążę. Jeśli jesteś katolickim lekarzem udostępnisz chronione medyczną tajemnicą dane osobowe pacjentów tym, którzy chcą ich pikietować. W taki czy inny sposób będziesz wspierał księży gwałcących dzieci, organizacje, które je chronią, ich anty-edukacyjne wysiłki i tak dalej. A jeśli będziesz usiłował uciszyć swoją opozycję przez cenzurę, któregoś dnia może Cię spotkać identyczny los, tyle, że ze strony nieco bardziej niż Ty religijnych współwyznawców.

Tym dla mnie jest fanatyzm. A mój kraj, niestety, tak jak i moja dalsza rodzina, jest fanatycznym.

Advertisements

Nocturnal primate - dumb as I am now it used to be worse.

Tagged with: , , , , ,
Posted in atheism, religion, stupidity
11 comments on “Katolicki Fanatyzm
  1. […] [Wersja polska] According to Winston Churchill “A fanatic is one who can’t change his mind and won’t change the subject”. That means close-mindedness, i.e. unwillingness to consider ideas other than the ones we hold ourselves, is a brand trait of a fanatic. Obviously there are some other issues there, but first things first. […]

  2. john says:

    Nie wiem czy to blog czy nie, więc dopisze swoje pięć groszy. TYPOWEGO ateistę od TYPOWEGO katolika różni tylko to, że jeden fanatycznie broni swoich racji, że boga nie ma, a drugi, że Bóg jest. A tak na prawdę jeden i drugi nie wie czy jest czy go nie ma. Obydwoje mają zamknięte umysły. Jeden prawdopodobnie gada tak bo mu się nie chce iść w niedziele do kościoła, a drugi bo boi się co sąsiad powie (szczególnie mnie śmieszy typ myślenia przeciętnego ateisty kiedy słyszę: katolik, haha, jakby tylko takie wyznanie wiary istniało, ale typowy w Polsce ateista, to lewak, który się sprzedał za pieniądze). Osoby, które posiadają otwarte umysły chętnie usłyszą co druga osoba ma do powiedzenia, przemyślą, z argumentują dlaczego się z kimś nie zgadzają i jeszcze powiedzą do rozmówcy, że nie muszą mieć racji, żeby się nie przejmował, bo nie chcą nikogo obrazić. Bo otwarte umysły chłoną wiedzę, a obraza nie nie służy zdobywaniu doświadczenia. Tak samo jak i ateista, jak i wierzący argumentują swoją słuszność poprzez, w dzisiejszych czasach, naukę. Pierwszy, że nie ma dowodów na życie po śmierci, drugi, że są. Myląc podstawową sprawę. Czym jest wiara w Boga (nie boga), Stwórcę Wszechrzeczy…..? Jest to WIARA, wierzymy, że coś tam jest ale nie musi. I jaka jest w tym różnica? Wiara to nie wiedza. W Boga wierzymy czy wiemy?
    Jaki by był sens, naszego życia jakbyśmy wiedzieli i chciałbym tu napomnieć, abyście nie myśleli czytając to w sposób dobra/zła, chrześcijanin/ muzułmanin itp., ustalmy, że nasz umysł jest wolny jak ludzi pierwotnych, bez ziarna niezgody, czyste przemyślenia. Jakie byłoby nasze zachowanie, wiedząc, że Bóg jest? Siedzielibyśmy jeszcze w rajskim ogrodzie, a Ewa nie zerwałaby zakazanego owocu. Cały sens byłby podporządkowany Bogu, połowa by się buntowała, ale koniec końców i tak by zrezygnowali. Ale to przemyślenia już na inne godziny.

    • >Nie wiem czy to blog czy nie

      Skoro jest na wordpressie i wpisy pojawiają się periodycznie więc nieśmiało podejrzewam, że to blog.

      >TYPOWEGO ateistę od TYPOWEGO katolika różni tylko to, że jeden fanatycznie broni swoich racji, że boga nie ma, a drugi, że Bóg jest.

      To zdanie jest faktycznie błędne. Ateista nie wie czy Bóg/bóg istnieje czy nie, natomiast nie znajduje on w rzeczywistości dokoła nas potwierdzenia na pomysły teistów, dlatego odrzuca je jako bezzasadne. Nie można fatanycznie nie wierzyć – to tak, jakby intensywnie nie patrzeć.

      BTW mówimy tu o dorosłych ateistach, a nie i gimbazie.

      >A tak na prawdę jeden i drugi nie wie czy jest czy go nie ma.

      To też nie do końca prawda. Odsyłam do https://pierwiastekzla.wordpress.com/2013/11/19/ateizm-agnostycyzm-teizm-i-reszta/

      >Obydwoje mają zamknięte umysły.

      Zbyt pohopna generalizacja – i wśród jednych i wśród drugich zdarzają się i zamknięte i otwarte umysły (pod różnymi względami).

      >Jeden prawdopodobnie gada tak bo mu się nie chce iść w niedziele do kościoła

      Bardzo spłycone podejście, które ignoruje ogrom pracy, który ateiści wkładają we włąsną edukację i który kieruje ich na ścieżkę ateizmu.

      >a drugi bo boi się co sąsiad powie

      Również zbyt spłycone podejście. Istnieje wielu naprawdę głęboko wierzących teistów, którzy usprawiedliwiają/uzasadniają swoją wiarę chociażby przeżyciami “mistycznymi”.

      >szczególnie mnie śmieszy typ myślenia przeciętnego ateisty kiedy słyszę: katolik, haha, jakby tylko takie wyznanie wiary istniało

      Niestety katolicyzm jest najbardziej rozpowszechnioną i najbardziej inwazyjną formą religijności występującą w naszym kraju, wobec czego zdziwienie, że ateiści najczęściej mówią właśnie o tym odłamie chrześcijaństwa jest odrobinę infantylne – to tak, jakby narzekać, że aktywiści walczący o bezpieczeństwo na drogach mówią najczęściej o nadmiernej prędkości i alkoholu. Owszem, ludzie giną na drogach również z innych przyczyn, te jednak są główne.

      >ale typowy w Polsce ateista, to lewak, który się sprzedał za pieniądze

      Zdanie faktycznie błędne. http://sjp.pwn.pl/szukaj/lewak.html – nie znam dokładnych statystyk, ale przypuszczam, że większość ateistów w Polsce ma przekonania od centro-prawicowych, przez centro-lewicowe do lewicowych. Skrajnych lewicowców w Polsce jest bardzo mało, nie można zatem uznać, że “typowy” ateista to skrajny lewicowiec. Taka propozycja jest niepoważna. Przytyk ad hominem o pieniądzach to kiepski wysiłek oczerniania szerokiej grupy ludzi bez żadnych dowodów na poparcie swoich pomówień, jest to zatem ostatni raz, gdy przepuszczam taki tekst i byłbym wdzięczny, gdybyś nie używał tutaj więcej takich sformułowań.

      >Osoby, które posiadają otwarte umysły chętnie usłyszą co druga osoba ma do powiedzenia, przemyślą, z argumentują dlaczego się z kimś nie zgadzają

      Zgadza się, jest to charakterystyka osoby o otwartym umyśle.

      >i jeszcze powiedzą do rozmówcy, że nie muszą mieć racji, żeby się nie przejmował, bo nie chcą nikogo obrazić

      Tu natomiast uważam, że trochę Cię poniosło. Obrazić można osobę, nie poglądy. Jeśli stwierdzę, że mam rację bo świadczą o tym dowody A, B i C, to osoba o odmiennym poglądzie może się oczywiście obrazić, mnie jednak nic to nie obchodzi. Póki nie piszę na przykład, że mój przeciwnik sprzedał się za pieniądze, a krytykuję jego poglądy, “uczucia poglądowe” przeciwnika są nieistotne. I nie jest to _koniecznie_ związane z posiadaniem otwartego umysłu a raczej z podatnością na “zastraszanie” obrażaniem się przeciwnika.

      >Bo otwarte umysły chłoną wiedzę, a obraza nie nie służy zdobywaniu doświadczenia.

      O ile nie obrażasz drugiej osoby atakując ją pośrednio lub bezpośrednio (np. pisząc, że sprzedała się za pieniądze) – nie jesteś odpowiedzialny za uczucia drugiej strony względem Twoich poglądów. To jest tylko i wyłącznie tej drugiej strony problem.

      >Tak samo jak i ateista, jak i wierzący argumentują swoją słuszność poprzez, w dzisiejszych czasach, naukę.

      W przypadku teistów, owszem, zdarza się, natomiast zdarza się rzadko i zazwyczaj idzie to w parze z kiepskim rozumienem nauki. Teistów “dobrze” argumentujących wiarę w Boga/boga nauką jest naprawdę znikoma ilość. Głównie ze względu na NOMA.

      >Pierwszy, że nie ma dowodów na życie po śmierci, drugi, że są.

      Ateista jest zainteresowany jedynie kwestią nieistnienia Boga/boga. Wiara lub niewiara w życie po śmierci nie wchodzi w zakres definicji ateizmu – choć wielu ateistów odrzuca wszelkie nadnaturalne twierdzenia, to są i tacy ateiści, którzy wierzą w duchy, reinkarnację, itp.

      >Myląc podstawową sprawę. Czym jest wiara w Boga (nie boga), Stwórcę Wszechrzeczy…..? Jest to WIARA, wierzymy, że coś tam jest ale nie musi. I jaka jest w tym różnica? Wiara to nie wiedza. W Boga wierzymy czy wiemy?

      Wydaje mi się, że to Ty mylisz pojęcia. Ateizm dotyczy braku wiary w Boga. Większość ateistów jest agnostycznymi ateistami – zgodnie z https://pierwiastekzla.wordpress.com/2013/11/19/ateizm-agnostycyzm-teizm-i-reszta/
      Zdarzają się ogólni gnostyczni ateiści, jest ich jednak bardzo mało bo nie da się racjonalnie obronić takiej postawy.
      Natomiast jest całkiem sporo gnostycznych ateistów względem Boga chrześcijańskiego – i jest to postawa jak najbardziej usprawiedliwiona ze względu na logiczne sprzeczności definicyjne takiego Boga co implikuje niemożliwośc istnienia czegoś takiego.

      Poza tym – z niezbyt jasnych powodów ludzie uważają, że wiara to coś pozytywnego, podczas gdy wiara to zjawisko wysoce negatywne, niepożądane, szkodliwe i toksyczne. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że większoś wierzących stosuję tę metodę “percepcji” “rzeczywistoci” tylko w kontekście religii – natomiast jeśli chodzi o chociażby technikę, ekonomię, politykę – nikt o zdrowych zmysłach nie wierzy. A z tych, którzy wierzą w uzdrawianie rękoma czy wahadełkiem tudzież wierzą ulicznym naciągaczom rzeczywistość karze bezlitośnie i bezwarunkowo.

      >Jaki by był sens, naszego życia jakbyśmy wiedzieli

      Jest to zdanie cokolwiek dziwne. Implikuje bowiem, że życie każdej starotestamentowej osoby, która miała ponoć bezpośrednią wiedzę na temat istnienia Boga i wiedziała, że on istnieje, jest bez sensu. Tak samo Szatana. Jak również każdego gnostycznego teisty, który zaburzenia w funkcjonowanie swojego systemu nerwowego uznał za objawienie i jest na 150% przekonany, że WIE, że Bóg istnieje gdyż ów Bóg do niego mówił.
      Pomijając wątpliwość sensowności pytania o sens życia – wydajesz się sugerować, że sens życiu nadaje wiara – udawanie, że wiemy coś, czego nie wiemy. Oczywiście masz pełne prawo jako sens swojego życia ustanowić przyjmowanie twierdzeń stojących w jawnej sprzeczności z rzeczywistością. Twierdzenie jednak, że bez tego życie każdego człowieka jest bez sensu jest nieuprawnione i szczerze powiedziawszy nieco aroganckie.

      >ustalmy, że nasz umysł jest wolny jak ludzi pierwotnych, bez ziarna niezgody

      Ludzie pierwotni prali się kośćmi mamutów po głowach, pisanie więc o braku “ziarna niezgody” jest…interesujące.

      >Jakie byłoby nasze zachowanie, wiedząc, że Bóg jest? Siedzielibyśmy jeszcze w rajskim ogrodzie

      Nie bardzo rozumiem o czym piszesz. Możesz oczywiście wierzyć w bajkę o Edenie i takie tam, stoi ona jednak w jawnej sprzeczności z rzeczywistością, nie mogę więc tego wziąć na poważnie. Wybacz.

      >a Ewa nie zerwałaby zakazanego owocu.

      W ramach narracji mitu o Adamie i Ewie to co piszesz jest demonstrowalnie nieprawdziwe. Adam i Ewa, wedłud mitu, mieli doskonałą, 100% _wiedzę_ na temat istnienia Boga. Nie uchroniło ich to jednak przed postąpieniem zgodnie z naturą, z którą stworzył ich Bóg.

      >Cały sens byłby podporządkowany Bogu, połowa by się buntowała, ale koniec końców i tak by zrezygnowali.

      Powyższe jest również demonstrowalnie błędne (w ramach mitu). W końcu Szatan i jego zastępy aniołów, które zbuntowały się rzekomo przeciwko Bogu, również mieli doskonałą wiedzę na temat istnienia Boga a jednak nie zrezygnowali.

      >Ale to przemyślenia już na inne godziny

      Zawsze chętnie podyskutuję o mitologii.

      Pozdrawiam.

  3. Jo says:

    Przeczytałam ten artykuł ponieważ mój były chłopak mi go podesłał,zapewne po to by mnie wkurzyc. Nie zajme tu dużo miejsca i czasu.
    Nie byłam ateistą ale nie byłam też wierząca w Boga. Do pewnego momentu- gdy sama zaczęłam go szukać i pytać czy istnieje. Więc jeśli potrzebujesz dowodów na istnienie Boga- zwroc się do niego samego z tym zapytaniem.
    Wiem wiem, powiesz mi,że ty przecież w niego nie wierzysz to dlaczego masz go pytać? Ale chcesz dowodów,tak? Proponuję więc w taki sposób. Nic przecież nie tracisz,a może i dostaniesz odpowiedź. I jeśli masz otwarty umysł to przemyslisz moją propozycję.
    A propo zamkniętych umysłów- odkąd poznaje Boga mój otwiera się bardziej.
    Pozdrawiam

    • >zapewne po to by mnie wkurzyc.

      Czy czytanie takich wpisów działa Ci na nerwy?

      >Nie byłam ateistą ale nie byłam też wierząca w Boga.

      To zdanie nie ma sensu. Jeśli nie wierzyłaś w Boga to byłaś ateistką. Jeśli nie byłaś ateistką to wierzyłaś. To dychotomia, nie ma tu miejsca na tzw ‘middle ground’.

      >Do pewnego momentu- gdy sama zaczęłam go szukać i pytać czy istnieje.

      Chyba wszyscy ludzie pytają czy Bóg istnieje, a przynajmniej większość. Ale samo pytanie nie wystarczy, musi wystąpić odpowiedź. Jaką więc odpowiedź otrzymałaś?

      >Więc jeśli potrzebujesz dowodów na istnienie Boga- zwroc się do niego samego z tym zapytaniem.

      Cóż – mam to już za sobą, ale dla pewności właśnie się do niego zwróciłem z tym zapytaniem i niestety żadnej odpowiedzi nie otrzymałem, tak samo jak za każdym poprzednim razem. Jaki z tego wniosek powinienem wysnuć?

      >A propo zamkniętych umysłów- odkąd poznaje Boga mój otwiera się bardziej.

      Naprawdę? To świetnie. W takim razie czy możesz mi powiedzieć co mogłoby sprawić, że przestałabyś wierzyć w Boga?

  4. Jo says:

    Czytanie takich wpisów nie działa mi na nerwy,napisałam tylko że wysłał mi to bo pewnie myślał że mnie wkurzy

    Heh
    Myślałam,że “coś” lub “ktoś” może istnieć ,to nie jest wiara
    A ateista wypiera nawet takie myślenie

    Jeśli uparcie czegoś szukasz otrzymujesz odpowiedź,ale nie można zaprzestać na jednym pytaniu lub pojedynczym razie mówienia do “niego”
    Jaką odpowiedź dostałam?-
    Bóg dotknął mojego serca,wlal w nie miłość,niesamowite uczucie wolności.
    Swoje odpowiedzi dzisiaj dostaje w Piśmie świętym,które jest dowodem na istnienie Boga.
    Każdy dostaje swoją osobistą .

    Co musiałoby się stać żebym przestała wierzyć?- chyba Bóg musiałby pierwszy przestać mnie kochać,bo ja z jego miłości nie zrezygnuję.

    • Jo says:

      A dlaczego niby miałabym przestać wierzyć w Boga ???
      Skoro uwierzyłam nie mam zamiaru tego zmieniać

      • Skoro uwierzyłaś, to znaczy, że możesz przestać wierzyć.

        Rozumiem, że nie masz zamiaru tego zmieniać, ale tak się akurat składa, że to czy w cos wierzymy czy nie nie zależy od naszej woli.

        Nie możesz postanowić nagle “od dziś wierzę”, albo “od dziś nie wierzę” – musisz zostać przekonana do tego by zmienić swoje stanowisko. Tak działa nasza psychika.

        W związku z tym moje pytanie brzmi: czy widzisz taką możliwość, że przestaniesz wierzyć? I nie pytaj po co miałabyś przestać, to w tej chwili nieistotne – pytanie brzmi czy widzisz taką możliwość.

        Ja na przykład widzę – gdyby ktoś dostarczył mi niepodważalnych dowodów na istnienie Boga uwierzyłbym w jego istnienie.

        btw: polecam https://dlaczegoniebog.wordpress.com/

    • >Myślałam,że “coś” lub “ktoś” może istnieć ,to nie jest wiara
      A ateista wypiera nawet takie myślenie

      Nie. Ateista nie odrzuca twierdzenia “Bóg może istnieć”. Ateista odrzuca twierdzenie “Bóg istnieje” ponieważ nie ma dowodów na tą “hipotezę”. Ateista nie wie czy Bóg może czy nie może istnieć (w zależności od definicji).

      Przykładowo Bóg chrześcijański nie może istnieć gdyż jest wewnętrznie sprzeczny logicznie.

      Jeśli zrezygnujemy z cech typu wszechwiedza czy wszechmoc (lub je ograniczymy i nie będą już wszech) wtedy nie wiadomo, czy coś może czy nie może istnieć. Tak więc ateista nie będzie ‘wypierał’ takiego myślenia a jedynie nie przyjmie Twojego stwierdzenia jako zasadne ze względu na brak wiedzy w tej kwestii.

      >Jeśli uparcie czegoś szukasz otrzymujesz odpowiedź

      To zdanie jest demonstowalnie fałszywe. Po pierwsze istnieje i istniało tysiące ludzi, którzy się modlili i żadnej odpowiedzi nie otrzymali, nawet po latach. Po drugie gdyby tak było, oznaczało by to, że człowiek może wymusić reakcję Boga – co było by dość interesujące.

      Miast tego robisz co następuje: masz nadzieję, że Bóg istnieje, więc desperacko szukasz gdzie tylko się da i jeśli coś się wydarzy przypisujesz to Bogu. Problem polega na tym, że różne rzeczy dzieją się non stop. Rzeczy o prawdopodobieństwie 1/1000000 zdarzają się tysiące razy dziennie.

      Jak więc odróżnisz rzeczy, które po prostu sie dzieją, od takich, które spowodował Bóg? Jak odróżnisz czy rzeczy te spowodował Bóg, czy Allah, Shiva, Ganesha, Wotan czy Zeus?

      Nie odróżnisz. Zakładasz, że istnieje Bóg chrześcijański, szukasz czegokolwiek co usprawiedliwiło by w jakiś sposób Twoją wiarę a gdy to nastąpi, uznajesz to za potwierdzenie swojego założenia. To się nazywa petitio principii i jest błędem logicznym.

      Tym włąśnie jest “wmodlenie się w wiarę”.

      >Jaką odpowiedź dostałam?-
      Bóg dotknął mojego serca,wlal w nie miłość,niesamowite uczucie wolności.

      Jak poznałaś, że był to Bóg a nie Ganesha albo Amaterasu?

      >Swoje odpowiedzi dzisiaj dostaje w Piśmie świętym,które jest dowodem na istnienie Boga.

      Nie. Pismo święte nie jest dowodem na istnienie Boga tak samo jak Koran nie jest dowodem na istnienie Allaha, Rygweda nie jest dowodem na istnienie Indry, Bhagavadgita nie jest dowodem na istnienie Kriszny itd.

      Jeśli uznajesz, że Biblia stanowi dowód istnienia Boga, musisz też uznać z konieczności, że inne święte teksty stanowią dowód istnienia innych bogów.

      >Co musiałoby się stać żebym przestała wierzyć?- chyba Bóg musiałby pierwszy przestać mnie kochać,bo ja z jego miłości nie zrezygnuję.

      Mnie tam nie kręci miłość istoty zsyłającej 4latkom raka krwi albo patrzącego na księży gwałcących dzieci i nie robiącego absolutnie nic by temu zapobiec. Osobliwą masz definicję miłości, ale to tak na marginesie.

  5. Jo says:

    Nie zamierzam ciebie przekonywać o istnieniu Boga. Ja wiem że on jest bo doświadczam go codziennie i nie muszę szukać nigdzie aby się o tym przekonać.
    Moim głównym punktem było podpowiedzieć Ci abyś spróbował sam się do niego zwrócić. Żeby doświadczyć żywego Boga trzeba się otworzyć na niego,swój umysł i serce.
    Pismo Święte,jest dowodem, a to że nauka nie potrafi wyjaśnić pewnych rzeczy nie zmienia mojego przekonania że On istnieje .
    Uwierzylam bo go doświadczyłam,tak samo jak doswiadczam zła czy dobra więc wiem że jest.
    Proste.
    Przykre jest to co się wyprawia w tym świecie,jest wiele zła bo Bóg dał nam wolną wolę i każdy może wybrać jak chce czynić,gdyż Bóg nie przymusza nas do niczego. I jeśli wierzę że istnieje Bóg to wiem też że istnieje szatan,i on ma nas we władaniu przez nasze grzechy. Nie patrzę więc na księży,bo przykładu nie dają takim zachowaniem (obrzydza mnie to co robią oni,nauczyciele i inni,napawa mnie to gniewem itp) nie patrzę też na innych ludzi,oni dostaną to,na co zasługują,ja patrzę na Jezusa i jego naukę,a ona nakazuje miłować Boga a bliźniego swego jak siebie samego.
    Gdyby większość ludzi szła za jego przykładem byłoby o wiele więcej dobra. I żeby coś zmienić na tym świecie należy najpierw zacząć od siebie.

    • Jeśli doświadczasz złudzenia optycznego to jest ono prawdziwe bo go doświadczasz?
      Jeśli magik na scenie wykonuje sztuczkę, czy jest ona prawdziwa bo jej doświadczasz?
      Jeśli masz halucynacje czy są one prawdziwe bo ich doświadczasz?

      Osobiste doświadczenie nie mówi nam nic na temat prawidziwości danego zjawiska, a jeszcze mniej na temat jego przyczyn.

      Skąd wiesz, że doświadczasz Boga a nie Krishny?

      Skoro Pismo Święte jest dowodem to jest nim też Koran. Wierzysz w Allaha i Mahometa?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: