Uchowaj nas od Bożej miłości

[English version]

Jednym z frazesów, którymi niejednokrotnie zarzuca się ateistów, jest “Jeszcze nie doświadczyłeś Bożej miłości!” lub “Jeszcze poznasz Bożą rękę i wtedy zobaczysz!”. Co w gruncie rzeczy jest prostymi i prostackimi groźbami, niczym więcej. I należy być tego świadomym. Osoba mówiąca takie rzeczy może robić to (choć zazwyczaj tak nie jest) ze źle pojętej dobrej woli, ale nie zmienia to faktu, że to po prostu groźba.

Warto więc zwrócić uwagę katolikowi/chrześcijaninowi:

– Naprawdę uważasz, że groźbami przekonasz mnie do wiary w Boga?

W znakomitej większości wypadków jest to bowiem czynione z solidną dozą protekcjonalności lub nawet zjadliwości za to, że “nie wierzysz w coś tak oczywistego jak mój ukochany Stwórca, i za wypowiadanie tych okropnie obraźliwych słów, że niby nie istnieje”.

Zdaje się, jakby mówili “Poczekaj no tylko, jeszcze zobaczysz, jakaś tragedia Cię dotknie i będziesz wtedy miał dowód na to, że Bóg karze cię  za Twoje słowa i za to, że w niego nie wierzysz!”.

Jak bezsilnym musi być Twój bóg by jedynym sposobem, w jaki może udowodnić ludziom swoje istnienie, były jakieś losowe zdarzenia nieodróżnialne od czystego przypadku? Jak małostkowym musi być by usiłować przekonać Cię do swego istnienia przez krzywdzenie Ciebie? Jak nieudolnym jest, skoro nie potrafi udowodnić swojego własnego istnienia wszystkim bez wyjątku tak, by nie było żadnych co do tego wątpliwości, a miast tego polega raczej na słabościach ludzkiej percepcji i emocji?

Na szczęście ten Bóg zdaje się nie istnieć. I jest to też z korzyścią dla Chrześcijan – gdyż gdyby istniał, byłby naprawdę żałosnym kawałkiem gównianego bóstwa. Serio – ludzkość spłodziła ponad 3000 różnych bóstw, bogów i boginek, z których znakomita większość jest prawdopodobnie w każdym aspekcie o niebo (nomen omen) lepsza, niż Bóg taki, jakim malują go katolicy/chrześcijanie.

Jeśli Wasze życie jest świadectwem owego Boga – sorry, nie jest to imponujące. Nie jest wspaniałe. Nie jest warte żadnej uwagi. Jest po prostu żałosne.

People who got to know the hand of god

Ale OK – zagrajmy w tę waszą grę. Załóżmy, że coś się jednak stało. Coś okropnego i złego, albo coś naprawdę wspaniałego. Coś, co bez wahania przypisalibyście od razu swojemu Bogu. Oto pytanie – skąd do cholery wiecie, że to Wasz Bóg, a nie bóg Abudllaha, Takeshiego, Kalanidhi albo mzimu Kimby? Jakie to wygodne, że bóg, który daje wam o sobie znać to ten sam bóg, którego wepchnęli wam do waszych bezbronnych, ufnych, dziecięcych mózgów wasi zindoktrynowani rodzice? Ale skąd WIECIE, który to bóg? I skoro wierzycie w Diabła, skąd wiecie, że to nie on udaje Boga i usiłuje przeciągnąć Was na swoją stronę w jakimś diabolicznie skomplikowanym i poplątanym planie?

Nie wiecie!!!

I tu leży pies pogrzebany – katolicy/chrześcijanie nie wiedzą tych rzeczy, udają jedynie, że wiedzą i karmią się omamami by myśleć, że wiedzą. Oczywiście ich groźby są głupiutkie – to tak jakby ktoś zagroził mi, że mnie kopnie w aurę. Ale pokazuje to jeszcze jedną ważną rzecz.

Bóg rzadko, jeśli kiedykolwiek, pozwala Ci się poznać kiedy jesteś w pełni sił mentalnych i emocjonalnych. Tylko wtedy, gdy jesteś bezradny, gdy ktoś Tobie bliski umarł, gdy miałeś wypadek, gdy poważnie zachorowałeś, gdy coś naprawdę złego dzieje się w Twoim życiu i spuszczasz gardę – tylko wtedy katolicy/chrześcijanie dają radę przekonać bezbronnych ludzi by uwierzyli w ich nonsens i zakazić ich tą całą katolicką/chrześcijańską sprawą. Dlaczego? Dlaczego jest tak, że potrafią przekonać ludzi tylko wtedy, gdy ci nie myślą jasno i krytycznie?

Ponieważ ich bóg jest fałszywy. Prawda jest tak prosta jak to. Jeśli Bóg byłby prawdziwy nie trzeba było by polować na ludzi gdy są słabi. Bóg mógłby udowodnić im swoje istnienie wtedy, gdy są silni, w pełni władz umysłowych. Skoro tego nie robi, konkluzja jest oczywista.

Wystarczy o tym odrobinę pomyśleć – jak ta cała  wiara jest propagowana? Przede wszystkim – przez dziecięcą indoktrynację. Gdy niedojrzałe umysły młodych ludzi nie potrafią obronić się przed nieprawdziwymi rzeczami, które wciskają im do głów ich rodzice. Następni – jak wspomniano wyżej –  poprzez szemrane taktyki ‘ewangelistów/misjonarzy’ polujących na ludzi, którym przytrafiła się jakaś życiowa tragedia. Następnie przez polowanie na niewyedukowanych i biednych ludzi, którzy również nie potrafią krytycznie myśleć i zazwyczaj już i tak wierzą w jakieś przesądy lecz cukierkowy jezus wydaje się im być bardziej ponętny niż to, co już mają. A dalej, gdzieś na końcu, jest ułamek procenta wierzących, czyli ludzie, których przekonały łudząco logiczne (choć okropnie błędne) argumenty. Inteligentni ludzie popełniają błędy przez cały czas, nic więc dziwnego, że i w tym przypadku tak jest. Jednakże dysproporcja pomiędzy trzema pierwszymi grupami a tą ostatnią jest olbrzymia. Nie zastanawia was to? Ani odrobinę?

Wyobraźcie sobie, że byłbym dresikiem, który celuje jedynie w kobiety, które z tego czy owego powodu są bezbronne. Powiedzmy, że zerwały ze swoim długoletnim chłopakiem, albo że ktoś z ich bliskiej rodziny umarł – bez znaczenia. Wyobraźcie sobie, że podrywam je i uprawiam z nimi seks. Nawet, jeśli nie uciekałbym z rana lecz miast tego zaprzyjaźniał się z nimi – myślelibyście, że to w porządku z mojej strony? Że nie ma nic złego w moim postępowaniu? Jeśli nie, dlaczego myślicie, że takie samo postępowanie ze strony katolików/chrześcijan (by polować na słabych ludzi) jest OK?

Wracając do głównego tematu – groźby lecące w stronę ateistów jak to Bóg im jeszcze pokaże są dość powszechną sprawą. Szczerze – najprawdopodobniej nie znam żadnego “otwartego ateisty” (a znam całkiem sporo), który nie otrzymałby takich gróźb w tej czy innej postaci. Desperacja ludzi wierzących, która wiedzie ich do wygłaszania takich nonsensów musi być bardzo nieprzyjemna. Przynajmniej tak mi się wydaje. Z drugiej strony – muszą oni czuć się pokrzepieni świadomością, że bez względu na to co ten bezbożnik mówi – Bóg mu jeszcze pokaże i niewierny na pewno się nawróci. Albo coś w ten deseń.

W mojej skromnej opinii najlepszy sposób by sobie z tym poradzić to powiedzieć, że jeśli myślą (katolicy), że ich groźby nas wystraszą to się grubo mylą, że dostaliśmy od życia sporą dawkę gównianych doświadczeń i skoro tamto nas nie przekonało to dlaczego myślą, że jakieś inne gówniane przeżycie da radę? A poza tym – jeśli jedynym sposobem, w jakich ich bóg może nam się ukazać i udowodnić, jest ta, o której mówią – to jest to bardzo słaby bóg niewarty żadnej czci i wychwalania. Jakby nie patrzeć – nasze moralne standardy są znacznie wyższe niż to.

Advertisements

Nocturnal primate - dumb as I am now it used to be worse.

Tagged with: , , , , , , , ,
Posted in atheism, ignorance, religion, stupidity
One comment on “Uchowaj nas od Bożej miłości
  1. […] [Polska wersja] One of the lines that we atheists happen to be thrown at quite often is “You haven’t experienced God’s love!” or “You will get to experience the hand of god and then you will know!”. Which are in fact simple and simplistic threats, nothing more. And we need to be aware of that. The person saying this might be (although usually is not) doing it in good will, but that doesn’t change the fact of it being a threat. […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: